O milczeniu w gabinecie
Cisza nie jest brakiem rozmowy - jest jej innym językiem. Krótka nota o tym, czego uczy mnie nieobecność słów.
Pierwsza minuta sesji, w której nikt nic nie mówi, często wydaje się dłuższa niż całe popołudnie. Siedzimy naprzeciw siebie, a powietrze między nami robi się gęste, jakby miało własną temperaturę.
Początkujący terapeuta boi się ciszy. Ma wrażenie, że oznacza zaniedbanie - że trzeba coś zrobić. Z czasem słyszy ją inaczej: nie jako brak, ale jako obecność czegoś, co jeszcze nie znalazło słów.
Rozpoznaję co najmniej trzy rodzaje ciszy. Cisza obronna - kiedy słowa mogłyby zbliżyć nas do czegoś nie do zniesienia. Cisza myślenia - kiedy pacjent po raz pierwszy słyszy własną myśl. I cisza spotkania - rzadka, gdy dwoje ludzi milczy razem i to milczenie jest pełne.
Moja praca polega w dużej mierze na tym, żeby nie interweniować w żadne z nich zbyt szybko.
Notatki nie opisują konkretnych pacjentów. Tekst nie zastępuje konsultacji.